niedziela, 31 sierpnia 2014

Prolog

 - Williamie pospiesz się kochanie. Nie zdążymy na samolot do Włoch. - Niewysoka brunetka ubrana w letni płaszcz poganiała męża. Była to Kathrine Lewrot - Santos.
- Ugh Kathy jak zwykle dramatyzujesz - młody przystojny mężczyzna o mocno zarysowanych rysach łagodnie uspokajał swoją żonę. Nie spieszyło mu się za bardzo do wyjazdu.Wolał pobujać swoją małą córeczkę. - Tatusiu, mamusiu czemu nie mogę z wami jechać? - Wokół pary "tańczyła" mała dziewczynka okrążając matkę w koło. Wiedziała, że taki sposób zawsze działał na rodziców.Szczególnie korzystała z niego kiedy np nie chciała zjeść ohydnych warzyw na parze i wypić łyżki tranu.Uciekała wtedy okrążając stół dookoła i śmiejąc się radośnie podczas gdy Kathrine stanowczym tonem przywoływała córkę do porządku.Tylko jej rozbawione spojrzenie pokazywało jak kocha swoją Tathy.Kochała swoją małą dziewczynkę nad życie i zgadzała się po jakimś czasie by Tatiana zjadła swoje ulubione pancakes. Tym razem jednak stanowczo odmawiała małej.Dziewczynka była zawiedziona
- Kochanie nie bój się wrócimy za tydzień. - Will pogłaskał swoją córeczkę po burzy brązowych loczków.
- Obiecujecie? - Mała utwkiła swoje wielkie zielone oczy w mamie i ojcu.
-Obiecujemy kwiatuszku - Mama ucałowała w czoło swoją córkę
- Uważaj na siebie maleństw .Bardzo cię kochamy - Zapewnił Will wychodząc z domu dźwigał wielką czerwoną walizkę w której było zapakowanych mnóstwo jego ukochanych płyt Depeche Mode, Madonny,A-ha,Toto i The Beatles. Uwielbiał ich słuchać jadąc do pracy.Czasem droga wydłużała się niemiłosiernie głównie przez korki tworzące się przez wypadki drogowe.Wtedy włączał swoje nieśmiertelne "Enjoy The Silence"Kiedy mama Tatiany wyszła zamykając za sobą drzwi ich rezydencji dziewczynka miała dziwne przeczucie że już nie zobaczy swoich rodziców.Ignorowała swoje przeczucia gdyż nigdy się nie sprawdzały.Jednak dziś to silne uczucie lodowatego ścisku  w żołądku towarzyszyło jej od  rana.
Państwo Santos poprosili swoją szwagierkę Christinę by zaopiekowała się małą pod ich nieobecność.
Kobieta z chęcią się zgodziła.
Kiedy rodzice odjeżdżali mała siedziała "przyklejona" do wielkiego okna wychodzącego na podwórze.
- Nie martw się Tatiano rodzice wrócą zanim się obejrzysz.  - Pocieszała dziewczynkę trzymając w dłoniach srebrną tacę a na niej ulubione ciasteczka korzenne oblane czekoladą i ciepłe mleko. Mała na chwile zapomniała o swoich zmartwieniach zajadając swój przysmak

Kilka godzin później
William i Kathrine "płynęli" wręcz srebrnym Ferrari mężczyzny.Z samochodu dobiegała piękna ballada Carrie wykonywana przez ulubiony zespół Kathy, Europe. William niesiony melodią podgwizdywał sobie kawałek nie koncentrując się całkowicie na drodze rozwijając coraz większe prędkości. Kiedy licznik pokazał 120 km/h Żona kierowcy zaniepokoiła się - Na pewno kochanie nie jedziesz za szybko? - Upewniła się. Pamiętała że mieli specjalne przywileje, ale nie chciała zbytnio z nich korzystać.
- Jestem pewien aniołku. Na pewno nic nam się nie stanie.Jadę bezpiecznie i szybko. - Uśmiechnął się jej mąż.Cały czas ilekroć na niego patrzyła wiedziała że wybrała najlepiej.Jej mężczyzna nie tylko był przystojny,zabawny i wysportowane ale najważniejsze kochał ją i jej maleństwo, które zostawiła w domu.Chciała zaplanować z mężem ich drugi miodowy weekend by począć braciszka lub siostrzyczkę Tatiany.Już nie mogła doczekać się kiedy wsiądą w samolot a następnie pojadą do słonecznej Wenecji.Mimo, że mieszkała w Paryżu, mieście miłości ona jakoś tego nie czuła.Wciąż uważała, że jej rodzinne miasto to tylko miejsce brudu,śmieci i chmary turystów mówiących w każdym języku.Siedziała w ciszy zastanawiając się na jaki kurs zapiszę małą.Chciała by jej córeczka znała przynajmniej trzy języki perfekcyjnie.Zaczynała przysypiać.Powietrze w Paryżu było niesamowicie gorące i parne. Ledwo można było oddychać.
- Wiesz...- Po dłuższej chwili milczenia William odezwał się do żony - to jednak nie był dobry pomysł z dzisiejszym wyjazdem.Zobacz jak duszno,czuję jak oddycham żarem. - Czuł że z każdą sekundą jego koncentracja jest coraz słabsza.Po jakimś czasie sen ogarnął i kierowcę.Właśnie mijali przejazd kolejowy bez zapor.William nie zauważył charakterystycznego znaku mówiącego o szczególnej ostrożności.Po chwili dynamiczne "You Give Love A Bad Name" Bon Jovi zostało zagłuszone zbliżającym się pociągiem.Huk rozsadzał mu czaszkę.Nie zdążył zahamować.Zobaczył tylko jak ciężka maszyna "pożera tył jego diabelsko drogiego auta.Jego żona obudzona w przerażeniu zdążyła się tylko przeżegnać i poprosić swojego anioła stróża o opiekę nad córką.
- CHoleraaaa Will skręcaj! - Krzyknęła żona ale William był zbyt przerażony zbyt ogłuszony.Po około minucie lokomotywa z Ferrari zrobiła harmonijkę a z pięknych ciał rodziców Tatiany została tylko plama...
Tymczasem w domu :
 Tatiana tańczyła do teledysku Whitesnake kiwając się z lewej nogi na prawą i skacząc po łóżku w  sypialni rodziców Czuła się jak Kevin Sam W Domu. Od czasu do czasu pogryzała swoje ciasteczka po czym wracała do zabawy.
Po jakimś czasie rozległ się dzwonek telefonu.
- Cioooociu!!!! - Zawołała Tatiana. Brunetka podbiegła do aparatu i podniosła słuchawkę.
- Przy telefonie Christina Lewrot....tak ...jestem z rodziny....- Mała obserwowała jak twarz jej ciotki szybko zmieniała wyraz z radosnego na zaskoczony nie dowierzający a na końcu przerażony...Dziewczynka ściszyła muzykę by usłyszeć rozmowę kobiety z kimś tajemniczym.Po chwili kiedy ciocia dziewczynki skończyła rozmawiać jedyne słowa które Tatiana od niej usłyszała to "Niemożliwe...niemożliwe...to nie oni."
- Ciociu co się dzieje? - Zapytała
- Kochanie...nie wiem jak ci to powiedzieć.Twoja mama...- Zaczęła Christina będąc odwrócona plecami do swojej siostrzenicy.
-Gdzie mamusia i tatuś?Są tam? - Dopytywała dalej.
- Twoja mamusia i tatuś...Nie wrócą.
- Jak...jak to nie wrócą - Oczy dziewczynki zrobiły się wielkie jak pięciozłotówki - Czy już nas nie kochają
-Nie kochanie. - Ciotka mocniej przytuliła dziecko. - Twoi rodzice...poszli do Nieba. - Wyjaśniła wybuchając płaczem.Dziewczynka nie rozumiała.Wiedziała że babcia jej mówiła o tym miejscu jako miejscu wiecznego dobra radości.Wiedziała że tam ludzie są uśmiechnięci.Myślała że to taka nazwa budynku wypoczynkowego.
- Ciociu nie płacz.Oni wrócą pojechali tylko do Nieba. - Tłumaczyła dziewczynka
- Z Nieba skarbie...nigdy się już nie wychodzi. - Dokończyła - Mame i tatę zabrała śmierć skarbie. - Dziewczynka poczuła jak jej maleńkie serduszko pęka na części a w oczkach zalśniły dwie wielkie duże łzy, które potoczyły się po malutkiej twarzyczce skapując na białą sukienkę cioci.
Wiedziała,że od dziś już nigdy nie będzie tak samo jak kiedyś.





1 komentarz:

  1. Kurcze smutna historia... Tak szybko i nieoczekiwanie stracić rodziców to coś strasznego, jeszcze w dodatku w taki sposób... Żeby chociaż mogła ich pochować, a tak jak miazga z nich została to już nawet nie ma co chować... A tak poza tym opowiadanie zapowiada się ciekawie ;)

    OdpowiedzUsuń